wylatowo.org.pl
Wylatowo Przypadki obserwacji UFO Jak prawidłowo filmować UFO? Szukamy! To nie UFO! Monitoring Kontakt

Wybierz temat

Ostatnio zaobserwowane!

Poszukujemy świadków !
Skontaktuj się z nami.

UFO ALARM na YouTube

Pogrupowane video YouTube

Zapisy Monitoringu

Wybrane materialy video z kamer monitoringu zebrana na kanale Youtube Waldemara Czarnetzkiego

Projekt Wylatowo 2010

   Od kilku lat piktogramy w Wylatowie już nie powstają. Dalsze oczekiwanie i "polowanie" na moment ich powstawania staje się bezsensowne. Ponieważ jednak nie można nadal wykluczyć tego, że piktogramy w Wylatowie zrobili ludzie, to i ten czynnik - "ludzki" stał się przedmiotem eksperymentu w tym roku.
Znaną rzeczą dla osób zajmujących się tematyką znaków w zbożu jest to, że nawet podczas tworzenia piktogramu przez ludzi, ich twórcy widzieli na polach tajemnicze światła. Zarówno podczas tworzenia piktogramu jak i bezpośrednio po jego dokończeniu. Nawet w programie Discovery zarejestrowano dziwne anomalia podczas eksperymentu tworzenia znaku przez studentów EMiT, Po przelocie helikoptera nad takim znakiem, stracił on ciąg w silnikach i o mało nie rozbił się na polu.

   

Spotkanie w "Bazie" - dom P. Szpuleckich (fot. R. N.)

Idąc tym topem postanowiliśmy wraz z małą grupą "wtajemniczonych" osób przeprowadzić w tym roku eksperyment z "wydeptanym" piktogramem. Do eksperymentu zaproszonych zostało kilka osób: Jan Szymański, Roman Tabaka, Adam Piekut, Waldemar Czarnetzki i Gerhard Gröschel z Niemiec. Osoby te zaangażowane były cały czas w wyjaśnienie tego fenomenu, nawet w momencie, kiedy już piktogramy się nie pojawiały w rejonie Wylatowa. Jedyną osobą, która po raz pierwszy była w Wylatowie (również i  w Polsce) był Gerhard, który jest członkiem MUFON-CES i zajmuje się konstruowaniem specjalnych urządzeń "namierzających" UFO. Są to czujniki sprzężone z rejestratorami i komputerem, które mierzą różne wartości pól energetycznych. Gerhard przywiózł do Wylatowa w tym roku kilka takich urządzeń, choć przyleciał do Polski samolotem i jego możliwości transportowe były ograniczone.

   Mieliśmy spotkać się w komplecie 24 czerwca, ale przygotowania trwały już wcześniej - np. od 23 czerwca działa kamera, która rejestruje bez przerwy widok na okolice. Również ona była częścią tego eksperymentu. Operacja zaczęła się planowo i wieczorem 24-go czerwca spotkaliśmy się w wybranym gronie w Wylatowie. Jedynie Jan Szymański z przyczyn osobistych musiał zostać w swoich okolicach, jednak wcześniej przekazał nam nowego rodzaju czujniki swojej konstrukcji.

24-go czerwca spotkaliśmy się na dworcu kolejowym w Toruniu (W. Czatnetzki, G. Gröschel, R. N.) i wyruszyliśmy do "bazy" w Wylatowie. Na miejscu miał już czekać na nas R. Tabaka. Jadąc samochodem opowiadaliśmy Gerhardowi o wielu przypadkach obserwacji UFO w okolicy. Przejeżdżając przez Kwieciszewo zatrzymaliśmy się koło zajazdu, obok którego kilka lat temu sfotografowany został obiekt UFO na jednym zdjęciu wraz z dwoma helikopterami. Zaczęło wtedy padać, więc nie wychodziliśmy z samochodu. Nagle obok auta pojawił się autor zdjęcia, o którym to właśnie opowiadaliśmy Gerhardowi. Jego pierwsze słowa zdumiały nas ogromnie: "Fajnie, że jesteście, ale szkoda, że was wczoraj nie było, bo tu UFO latało przez kilka godzin wieczorem". Natychmiast zaczęliśmy wypytywać o szczegóły, a Gerhard który nie zna języka polskiego zorientował się zaraz, że stało się coś niezwykłego. Waldemar szybko mu streścił opowieść świadka, ale Gerhard uznał, że to jest na tyle interesujące, że musi to nagrać na video. Zaczęliśmy zatem od początku, a Waldemar tłumaczył od razu zdarzenie, tak aby nagrało się to na kamerę.

Nagranie relacji w Kwieciszewie (fot. R. N.) - film AVI (fragment)

Opowieść świadka (Widomski) była rzeczywiście nie codzienna. Wszystko działo się po 22.00, kiedy zamykał lokal. Niektórzy z ostatnich gości widzieli to również. Nad polem w kierunku południowym widać było dwa świecące obiekty, które cyklicznie przemieszczały się z lewo na prawo i odwrotnie. Nikt nie potrafił przyrównać tego do samolotu czy innego znanego technicznego pojazdu powietrznego. Obiekty poruszały się prawdopodobnie po okręgu albo elipsie. Żona pana Widomskiego opowiadała to dość szczegółowo, ale niestety nie zezwoliła na żadne nagranie jej relacji. Dostrzegła w obiektach poziomy rząd świateł oraz to, że obiekty poruszały się wokół własnej osi. W skrajnych położeniach - kiedy były najdalej od siebie, robiły się jaśniejsze, a kiedy się zbliżały, to wchodziły w kolor pomarańczowy i nie było można już dostrzec ich ruchu obrotowego. Obserwacje tego obiektu potwierdził również świadek z zupełnie innego miejsca, ale ponieważ był on dalej od obiektów, to żadnych nowych szczegółów nie przedstawił. Obiekty można było dostrzec nawet po północy, więc musiały tak być ponad dwie godziny.

Gerhard nagrał całą relację a atmosfera dla przeprowadzenia eksperymentu stała się idealna. To było nieprawdopodobne, że zanim jeszcze dojechaliśmy do "bazy", trafiliśmy się taką historię. Oczywiście sami byliśmy tym zaskoczeni, ale i ciekawi co będzie dalej.

Dojechaliśmy do Wylatowo wieczorem. Było już prawie ciemno i pogoda zrobiła się deszczowa. Kamera była już włączona, a Gerhard zaraz zaczął instalować swoje przyrządy. Zaczęliśmy planować dalsze szczegóły działania, choć w zasadzie nasz eksperyment już był w toku. Bo na czym właściwie miał on polegać?

projekt piktogramu

W oparciu o doświadczenia z lat ubiegłych, kiedy piktogramy pojawiały się w Wylatowie, a obserwacje UFO były bardziej spektakularne, założyliśmy, że nie zależnie kto stworzył piktogramy (ludzie czy jakaś obca siła czy energia), to te dwie sprawy (UFO i piktogramy) mają ze sobą związek. Założyliśmy zatem, że jeżeli nawet sami wykonamy piktogram, to nie będzie to miało znaczenia na skutki, a rezultat będzie taki, że wywoła to jakieś zwiększenie zjawisk związanych z obecnością UFO. Aby stwierdzić zwiększoną aktywność zjawisk "niewyjaśnionych" potrzebne nam były przyrządy Gerharda oraz Tabaki. Dodatkowo mieliśmy znane już z poprzednich lat "czujniki Szymańskiego". Ponieważ sam Jan Szymański z przyczyn zdrowotnych nie mógł do nas dołączyć, to przekazał nam takie czujniki do wykorzystania. Dla udokumentowania ewentualnych zjawisk optycznych służyła kamera, która działała bez przerwy. Oczywiście każdy z nas miał jeszcze dodatkowe kamery i aparaty podręczne, które w razie potrzeby mogły być użyte.

"dziennik zdarzeń" z dni 24-28.06.2010 - plik PDF

Wszystkie przyrządy zostały uruchomione w pierwszy dzień, a my zaczęliśmy planować kształt i termin wykonania piktogramu. Wszelkie zdarzenia miały zostać odnotowywane, a całość została potem zebrana na wspólnym "kalendarzu - dzienniku zdarzeń", który optycznie przedstawia gęstość i rodzaj wydarzenia na wspólnej osi czasu. Zamysł tego był taki, aby znaleźć związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy różnymi odczytami mierników a obserwacjami czy wydarzeniami. Jak się potem okazało popełniliśmy kilka podstawowych błędów z tym związanych, bo trudno było nam ustalić dokładne czasy, gdyż nie zrobiliśmy synchronizacji czasów poszczególnych urządzeń. Potem trwały żmudne obliczenia i dochodzenie, który zegar o ile był spóźniony w stosunku do drugiego. Niestety ustalenia te były robione po eksperymencie i nie ma 100% pewności, że nie ma w tym pomyłek. To co udało się ustalić zebraliśmy w jednym pliku PDF. Każda dzień zajmuje dwie kartki A4 a w osi pionowej jest podziałka godzinowa, która jest stała. Łatwo wtedy wizualnie zobaczyć, że "coś" działo się 25 i 26 czerwca. W inne dni kartki pozostają prawie puste.

W skrócie można powiedzieć, że jakieś sygnały i zakłócenia pracy sprzętu przypadają na moment, kiedy zastanawialiśmy się nad tym gdzie, jak, w jakim kształcie wykonać piktogram, oraz w noc jego wykonania oraz dzień po. Widać to na pierwszy rzut oka.

Obiekt 25.06.2010 godzina 01:08

Jednym z najciekawszych momentów była noc - zaraz po wykonaniu piktogramu, kiedy obserwowaliśmy na niebie coś niezwykłego. Jedna z gwiazd (tak nam się początkowo wydawało) stała nieruchomo na niebie i nagle ruszyła w kierunku zachodnim. Po kilku sekundach z tej "gwiazdy" odłączyła się druga "gwiazda" i poleciała w przeciwnym kierunku. Właśnie ten obiekt udało się sfotografować. Wykonane zostało kilka zdjęć, ale tylko jedno jest bez zakłóceń widocznych ruchów reki na zdjęciu. Niestety mimo 18x zoomu w aparacie nadal obiekt został uchwycony jako kula, bez ujawniania większych szczegółów swojej struktury. Obiekt był obserwowany przez około 15-25 sekund, aż zniknął w oddali. Widziało go kilka osób.

Uczestnicy "spaceru": Roman, Rafał, Jacek, Agnieszka, Gerhard, Waldek

Bardzo ciekawe zdarzenie miało miejsce w dniu 25 popołudniu. Postanowiliśmy wyjść z "bazy" na spacer. Dołączyły do nas dwie osoby z Warszawy, które poznaliśmy w równie niezwyczajnych okolicznościach kilka lat wcześniej. Agnieszka i Jacek z Warszawy sfotografowali bowiem UFO w samej stolicy - w styczniu 2008 roku. Historię ich spotkania z obiektem UFO można znaleźć w Internecie. Widzieli obiekt z bardzo bliskiej odległości -  kilku metrów, a zdarzenia te rozegrały się na ulicy Janowieckiej. Wracając jednak do 25 czerwca i naszego spaceru... W "bazie" pracowały nasze przyrządy, a my byliśmy teraz około 600 m od niej oddaleni. Mierniki Gerharda były dodatkowo zamknięte w pokoju i nikt nie miął tam wstępu. Nagle podjechał do nas Adam Piekut na rowerze. Szukał nas w "bazie" ale ponieważ nas tam nie było, to odnalazł nas na polu i powiedział, że: "w bazie coś piszczy i nie wie co to jest". Gerhard dopytał zaraz o ten dźwięk i byliśmy już wtedy prawie pewni, ze to alarm z mierników Gerharda. Czym prędzej postanowiliśmy wrócić i rzeczywiście z pokoju Gerharda dobiegał alarm. Urządzenie bowiem załącza się automatycznie w momencie przekroczenia nastawionej wartości pola elektromagnetycznego. Okazało się, że rejestrator zapisał duże zakłócenie w momencie, kiedy byliśmy na spacerze. Nikt wtedy jeszcze nie przypuszczał, że prawdopodobnie podczas spaceru udało nam się sfotografować przyczynę tego zakłócenia.

Obiekt sfotografowany podczas spaceru.

Już po naszym wyjeździe z Wylatowa, Waldemar przeglądając moje zdjęcia, które przesłałem mu ze swojego aparatu, zauważył na jednym coś, co znajduje się w jakiejś odległości od samolotu. Nikt tego nie zauważył wcześniej, a fotografując wtedy samolot nie widać było na wyświetlaczu nic innego. Jednak nie jest to tak niezwykłe, gdyż latem w słońcu niewiele można dostrzec na wyświetlaczu. Waldemar zrobił szybką analizę zdjęcia, którą widać obok. Po kliknięciu na zdjęcie pokaże się foto w oryginalnej rozdzielczości. Obiekt jest niestety bardzo mały i nie wiele daje się dostrzec. Moim zdaniem nie można jednoznacznie określić czy to nie jest coś naturalne - np. mała chmurka. Waldemar jest zdania, że to nie może być chmura, ale zdania są tu podzielone. Wiadomo jednak, że koreluje to czasowo z wywołanym alarmem na miernikach Gerharda.

Nasz eksperyment trwał kilka dni, bo tylko na tyle byliśmy w stanie ustalić nasz wspólny pobyt w jednym czasie w Wylatowie. 28 czerwca wyjechaliśmy z Wylatowa. Potem przyszedł czas na opracowanie zebranych danych. Mierniki, które dostaliśmy od J. Szymańskiego były pochowane w kilku miejscach. Ich zbieranie następowało w dwu etapach. Jedna podczas eksperymentu, a drugie po kilku tygodniach. Niestety nie było na nich żadnych śladów, które świadczyły o wystąpieniu podobnych zjawisk jak w latach ubiegłych. W Wylatowie pozostał po nas tylko piktogram, a lipiec przyniósł następny ciąg wydarzeń, które wskazywały na zmasowane pojawianie się obserwacji UFO w tej okolicy. Czy miało to związek z naszym eksperymentem czy też nie? To pytanie zostaje jeszcze bez jednoznacznej odpowiedzi.

Piktogram wykonany dla potrzeb eksperymentu. (fot. R. N.)

Lipiec 2010 - Wylatowo.

Grupa 1 lipca 2010 Zagórski

Grupa uczestników - 1 lipca 2010

Jak już wskazuje kilkuletnia tradycja, 1 lipca  organizowana jest przez Janusza Zagórskiego konferencja prasowa o tematyce "ufologicznej". Wydarzenie to ściąga na miejsce wielu zwolenników zjawisk paranormalnych i przez kilka dni temat UFO jest tematem numer 1 w Wylatowie. Tak było i w roku 2010...

Nic znaczącego nie wydarzyło się aż do nocy z 3/4 lipca.  Grupa młodych ludzi spędzała czas na zewnątrz budynku. Byli na ścieżce prowadzącej w głąb pola - na zachód od domu państwa Szpuleckich. Najpierw zauważyli coś świecącego co poruszało się jak piłka odbijająca się od ziemi, ale jednak ziemi nie dotykała. Obiekt był świecący i nie duży. Przemieszczał się na południowy zachód od obserwatorów.  Widzieli go tylko chwilę. Nie przestraszyło to ci na była aby przerwać spacer. (film1 - napisy wersja niemiecka).
Świadkowie 4 Lipca 2010

Świadkowie - nagranie 4 lipca 2010

Jednak po chwili coś (jakaś postać) przemknęła za ich placami. Niektórzy zdążyli ją zauważyć kątem oka. To już nie było dlatego, ale tuż przy nich. Niektórzy zauważyli kilka szczegółów i potrafili opisać tą postać. Niestety było ciemno i zaraz stracili ją z oczu - zniknęła w ciemnościach. Materiał z rozmowy ze świadkami nagrał J. Zagórski i B. Kula.  (film2 - napisy wersja niemiecka).

To wydarzenie z 4 lipca było dopiero początkiem serii obserwacji z 2010 roku. Między tym wydarzeniem a 10 lipca napływały doniesienia o obserwacji obiektów na niebie. Część relacji była podobna i czasem można było wywnioskować, iż świadkowie obserwowali te same obiekty. Informacje o tym, że, ze w tym okresie wystąpiło tyle obserwacji nie napływały do nas na bieżąco. Dopiero po kilku dniach lub tygodniach można było dokonać analizy, że pierwsze tygodnie lipca były wyjątkowe. Relacje z tego okresu najlepiej zilustruje mapka z zaznaczonymi chronologicznie miejscami obserwacji - zaczynając od 23 czerwca.


Kierunek obserwacji z Kwieciszewa - obok zajazdu.

Kierunek obserwacji z Kwieciszewa - obok zajazdu.

23.06.2010. Na początku artykułu jest materiał z relacji pana Widomskiego, który opowiada o dziwnych obiektach świetlnych widzianych w kierunku południowym od Kwieciszewa. Jednak dużo ciekawsza, zawierająca więcej szczegółów jest relacja innego świadka, który widział te obiekty. Niestety świadek ten nie zgodził się na rejestracje wypowiedzi i mogę tylko przytoczyć jego słowa. Według niego obiekty były z całą pewnością owalne i obracały się wokół własnej osi. Przemieszczały się na przemian w swoim kierunku - zbliżając się i oddalając, co może wskazywać, że w rzeczywistości poruszały się po okręgu lub elipsie. Obiekty będąc w skrajnych położeniach robiły się bardziej pomarańczowe niż wtedy, kiedy były blisko siebie. W chwili, kiedy były ciemniejsze widać było na ich obrzeżach pojedyncze, jaśniejsze światła. Ten opis wskazuje już jednoznacznie na coś zupełnie innego niż znane nam pojazdy - samoloty lub helikoptery.

Mapka Orchowo

Obserwacja 23.06.2010 - Orchowo

23.06.2010. O relacji pana Widomskiego z Kwieciszewa dowiedzieliśmy się zaraz na drugi dzień. Jednak inny świadek widział prawdopodobnie te same obiekty z miejscowości Orchowo. Dotarła do nas ta wiadomość dopiero po jakimś czasie, ale wskazuje ona na ten sam dzień i kierunek obserwacji. Obok przesłana mapka z zaznaczonym torem lotu obiektu.

Z informacji od świadka dowiadujemy się, że obiekt był podobny, ale wskazuje raczej na barwę czerwoną. Odległość obiektu od obserwatora w zakresie 8-10 km. Świadek, a właściwie świadkowie piszą, że: "przesuwał się z północy na zachód z niewielką szybkością. Był bardzo widoczny na zachmurzonym niebie. Był poniżej pułapu chmur, wiec dość nisko. Obiekt był wielkości początkowo od 20cm, z przemieszczaniem (czyli oddalaniem) obiektu wielkość malała, aż do momentu zniknięcia. Kula koloru czerwonego, lekko pulsująca."

Obserwacja 09.06.2010 Gozdanin

Obserwacja 09.07.2010 - Gozdanin

09.07.2010. Relacja z 9 lipca udokumentowana została nagraniem filmowym obiektu i zdjęciami. Jednak odległość obiektu i słaba jakość aparatu nie dają żadnych informacji o obiekcie. Widać tam światło w oddali i nic więcej. Jednak świadkowie (bo jest ich kilku) opowiadają o całkiem podobnym zachowaniu się świateł na niebie jak w poprzednich relacjach. Obserwacja również była długa jak w przypadku 23 czerwca. Wskazywany kierunek, z Gozdanina, gdzie dokonano obserwacji, wyznacza dokładnie masz nadajnika telefonii komórkowej w Wylatowie. Okazuje się zatem, że obiekt ten musiał być blisko tej miejscowości i latał w okolicy ponad 2,5 godziny! Relacje świadków - film (napisy w języku niemieckim).

Kierunek w którym widziany był obiekt - 10.07.2010

Kierunek, w którym widziany był obiekt - 10.07.2010

10.07.2010. Bezpośrednio na drugi dzień po obserwacji w Gozdaninie mieliśmy do czynienia z wydarzeniami, które wywołały niezwykłe przeżycia dla dwojga rodzeństwa mieszkających w okolicy. Dwie osoby (brat i siostra) jechały samochodem z Wylatowa do swojego domu. Po drodze zatrzymały się w pobliżu skrzyżowania w Łosośnikach.  Powód był banalny. Kierowca, starszy brat chciał poprawić  styki głośnika, który zaczął przerywać podczas jazdy. W tym czasie siostra zaobserwowała coś na niebie. Światło, intensywniejsze niż gwiazdy przesuwało się na tle nieba i zdawało się być nie daleko. Z początku brat nie zwracał uwagi na to, co obserwuje siostra, ale po jakimś czasie spojrzał na obiekt i faktycznie uznał, ze jego ruch (zygzakowaty) nie wskazuje, że jest to gwiazda. Po chwili postanowił nagrać ten obiekt za pomocą swojej komórki. Wysiadł z samochodu i skierował telefon w stronę obiektu. Ten moment zapoczątkował niezwykłe wydarzenie. Będący w oddali punkt świetlny nagle zaczął się przybliżać i robić coraz większy. Wtedy i brat przestraszył się na dobre, a krzyk siostry wywołał u niego tylko jedną myśl - trzeba uciekać! Czym prędzej wrócił do auta. Zaczął cofać na skrzyżowaniu i ruszył w stronę domu. Świecący obiekt był już bardzo blisko. Nagle w samochodzie zrobiło się bardzo jasno. Z obiektu "wystrzeliło" oślepiające światło i nie było widać zupełnie drogi. Dalsza jazda była niemożliwa. Ujechali tylko kilkadziesiąt metrów, a obiekt już wznosił się tuż nad nimi. Auto stanęło a pasażerowie szybko uciekli z samochodu. Obiekt wisiał 100-200 metrów tuż obok. Był wielkości domu jednorodzinnego. Cały jasny nie wydawał odgłosów. Oto relacja starszego brata: film (napisy w języku niemieckim).
Gospodarstwo, przy którym zatrzymali auto świadkowie

Gospodarstwo, przy którym zatrzymali auto świadkowie

 Przy drodze było gospodarstwo, więc podbiegli do drzwi. Późna godzina spowodowała, że gospodyni otworzyła dopiero po chwili i nie kryła zdziwienia na tak późną wizytę, ale pozostało jej jedynie uwierzyć w to, co opowiedziało jej będące w panicznym strachu rodzeństwo, gdyż obiektu już nie było. Oddalił się błyskawicznie.

Świadkowie wskazali nam gospodarstwo, do którego wtedy próbowali się schronić, a gospodyni tam mieszkająca potwierdza jedynie, że 10 lipca miało miejsce takie zdarzenie, ale mówi, że jak wyszła z domu to już obiektu nie widziała i nic nie zauważyła niezwykłego.

Jest jeszcze jeden świadek, który obserwował ten obiekt w momencie, kiedy przyleciał blisko samochodu i gospodarstwa. Świadek ten znajdował się w Kątnie - oddalonym około kilometra od tego miejsca.

Po tym wydarzeniu doniesienia z okolic Wylatowa już nie napływały. Zdecydowanie wskazuje to na pewien cykl, po którym nastąpiła zupełna "cisza". Czy tą cykliczność doniesień o UFO należy przyjąć za jakiś wyznacznik tego zjawiska, to okaże się dopiero za jakiś czas. Nie mniej wydarzenia z 10 lipca stanowią kolejny, mocny argument za tym, że w okolicach Wylatowa można się nadal spodziewać niecodziennych obserwacji.


Stat.: | 146010 |1|22|26|182| | Copyright © 2013 wylatowo.org.pl; kontakt tel.: +48 525523526; info@wylatowo.org.pl | Aktualizacja: 2017.02.12